Wiem jak to wygląda, totalna olewka... wcale tak nie jest. Blog miał mi w życiu pomagać i chyba pomógł bo nawet sobie radzę, tylko w ostatnich dniach nie mam czasu robić nic takiego co można dokumentować na blogu. Napiszę zatem wpis o tym co się działo jak mnie nie było.
Zacznijmy od tego, że trwa teraz wojna, jak to nazywaliśmy z Oleksandrem tydzień śmierci na wydziale, trwa on często dłużej niż tydzień. Polega mniej więcej na tym, że codziennie odbywa się co najmniej jedno kolokwium, często jednak jest ich więcej. Wiadomo, że przedmioty są trudniejsze i łatwiejsze, przyjdzie jakiś gamoń z grubą książką i powie, że on to musiał zakuć encyklopedie, co to są jakieś takie kolokwia że codziennie piszesz... Każdy kto gamoniem nie jest to wie, że i herkules dupa kiedy ludzi kupa, dużo drobniejszych kolokwiów skutecznie utrudni ci życie, po sumowaniu materiału wyjdzie i tak encyklopedia albo dwie a dochodzi jeszcze całe zamieszanie i więcej stresów. Dodajmy też, że nie każde kolokwium będzie małą popierdółką, bo i gorsze się trafią, nie jest to post w którym będę się użalał nad ciężkim losem studentów, tak tylko sobie piszę. Nie jestem w ogóle z tych ludzi co się żalą (albo chwalą) jakie to studia nie są ciężkie (zwłaszcza mój kierunek ;P), miałem taki czas jak zaczynałem, musiałem się dowartościować i paplałem o tym jakby to kogokolwiek obchodziło. Wiecie, że nikogo nie obchodzi takie gadanie? Wiadomo, że każdy gamoń i tak uzna swoje za najlepsze i najtrudniejsze, jak masz aż tak źle to po co w ogóle studiujesz? Ludzi do prac fizycznych brakuje, tam nikt nie będzie zmuszał do jakiejś nauki, no chyba, że ktoś nie umie trzymać łopaty w ręku... Wracając do mojego już studiowania, walczę teraz na wojnie, którą jest tydzień śmierci, który poprzedza sesję, przez co nie możesz się przygotować do egzaminów, co powoduje, że nie masz na nic czasu. Dlatego nie mogę zrobić żadnego ciekawego wpisu, cały dzień spędzam wg schematu pobudka-mobilizacja-kolokwium-użeranie się z dziekanatem-nauka-trening-spanie, dobrze, że jest tam jeszcze miejsce na trening i spanie.
Kiedyś mam wrażenie mocniej wierzyłem w to, że zarwanie nocy pomoże mi zdać, teraz jednak jestem prawie pewny, że wcale nie myślę po całej nocy przy nauce, lepiej umieć 50% i być przytomnym niż 70% i nie wiedzieć jak się podpisać. Poza tym, trening też ważna sprawa, gdyby nie to to bym usechł przez ten miesiąc. A tak biegam 3 razy w tygodniu, 3 treningi na drążku, 3 treningi pompek. Samopoczucie znacznie lepsze, żadnej depresji studenckiej z okazji sesji, nastawiony jestem na niszczenie egzaminów ;P
Dlatego myślę, że studenci zamiast opłakiwać przez 8 godzin dziennie na fb, 4 godziny żalić się współlokatorom oraz montować obrazki na kwejk jak to jest źle, powinni wziąć się do roboty, pouczyć się, przebiec się żeby dotlenić mózg, na pewno lepiej a tym wyjdą.
O-o-o! Studenci płaczą dlatego, że się nie uczą przez cały semestr, nie dlatego, że sesja jest taka trudna! Okej, są trudniejsze egzaminy, ale gdyby ktoś się przykładał, do tych łatwiejszych przedmiotów to nie musiałby się tak spinać i płakać wszędzie gdzie się da.
OdpowiedzUsuń