Wpis po 2 dniach przerwy, nie z mojego wyboru, zwyczajnie nie miałem dostępu do internetu, mała awaria. Tak sobie pomyślałem, że można o tym napisać, bo jak żyć teraz bez internetu?
Dostępność informacji jest niesamowita, jeżeli pomyślę o czymkolwiek to wpisuję to w wyszukiwarkę i mogę to bez problemu znaleźć. Jeżeli chciałbym nauczyć się szyć to są strony, filmy poradniki czy fora dyskusyjne na których mogę się dowiedzieć tego czego kiedyś mogłem dowiedzieć się tylko jeśli ktoś z moich znajomych akurat umiał szyć. Gotowanie? Wystarczy wpisać nazwę, albo nawet składniki jeśli nie masz pomysłu na obiad... Można powiedzieć, że niesamowite udogodnienie ten internet, jakby dobrze go wykorzystywać to same plusy.
Jednak co tak naprawdę robimy w internecie? Nie mogę powiedzieć za innych, bo nie wiem co robią ale ja marnuje jednak połowę tego czasu na śledzenie stron, które nic właściwie nie wnoszą do mojego życia, robię to bo się przyzwyczaiłem. Wiadomo, że ciężko zerwać za nałogami, a internet jakby nie patrzeć jest dla wielu ludzi problemem, nałóg nie gorszy niż palenie papierosów. Dużo czasu w internecie poświęcamy też na kontakt z ludźmi, im mniej wychodzimy z domu tym więcej siedzimy przed komputerem i zaczyna się błędne koło. Kiedy zacząłem spotykać się ze znajomymi z internetu, zepchnąłem na drugi plan znajomych z życia, znajomi z internetu mimo, że kontakt był rzadszy to byli bardziej podobni do mnie. Z czasem wymyśliliśmy kontakt internetowy na wideo rozmowach, bo to substytut spotkania i w ten sposób praktycznie odciąłem się od znajomych nieinternetowych.
Internet bardziej się docenia kiedy go zabraknie... Przez 2 ostatnie dni miałem małą awarię i urwał mi się dostęp do internetu. Dopiero wtedy zauważyłem jak bardzo jestem od internetu uzależniony. Nie mogąc korzystać z internetu zrobiłem mnóstwo rzeczy o których czytałem w internecie. To śmieszne ale cały czas poświęcałem na czytanie i nie znalazłem go tyle bo coś z tego zastosować w życiu. Musze jakoś wymyślić sobie grafik do siedzenia w internecie, bo nie korzystam z niego w taki sposób aby mi się to opłacało.
Wpis do pamiętniczka (12.01.13):
Wstałem o 8:00 i wybrałem się na zakupy, które zajęły mi dosłownie pół dnia, odebrałem tez buty od szewca. Po powrocie zrobiłem obiad i pranie, zająłem się też wycinaniem ze skóry, tak jak planowałem zabrałem się za robienie paska do zegarka (o którym napiszę może jutro wieczorem). Starałem się wykończyć go tak aby przypominał skórę teczki którą noszę, jutro wrzucę zdjęcia aby można było to porównać. Jak na pierwszą próbę jestem nawet zadowolony, nie miałem odpowiednich narzędzi aby zrobić to przyzwoicie i trochę zabrakło umiejętności ale pasek wygląda tak, że nie wstydzę się go nosić. Najważniejsze jest to, że jest wygodny. Oglądałem też wieczorem serial o francuskim szpiegu w warszawie, brytyjskiej produkcji...Nie podobał mi się wcale, żałuję straconego czasu. Wieczorem rozwaliłem jeszcze kilka sudoku najtrudniejszego poziomu i poszedłem spać koło 0:30
Wpis do pamiętniczka (13.01.13):
Wstałem o 9:00, pełna mobilizacja, zająłem się za buty które odebrałem od szewca i poprasowałem koszule. Praktycznie cały dzień siedziałem z mamą i rozmawiałem z nią, bo dawno nie miałem okazji. Gotowałem też trochę i nawet piekłem bułki, wyszło nieźle. Wieczorem trochę czasu spędziłem przed telewizorem, obejrzałem kilka programów na discovery. Przed spaniem rozwiązałem znowu kilka sudoku.
Wpis do pamiętniczka (14.01.13):
Wstałem o godzinie 7:30 i spakowałem się, pełna mobilizacja. O 9 kolejna jazda autobusem, nienawidzę autobusów. O godzinie 12:30 byłem z powrotem w domu. Całą drogę na szczęście przespałem, więc nie wiem czy był ktoś denerwujący w autobusie, możliwe że to ja byłem denerwujący bo spałem. Po powrocie planowałem zrobić kilka rzeczy ale nie miałem dzisiaj rozpisanej listy bo nie wiedziałem jak mi się ułoży powrót autobusem, więc niewiele zrobiłem. Zdrzemnąłem się w ciągu dnia około 3 godziny, teraz pora na trening, może pójdę pobiegać, ale nie wiem jak to będzie wyglądało bo jest nie dość, że zimno to jeszcze strasznie dużo śniegu.
Ograniczenie życia wyłącznie do internetu było moim najlepszym pomysłem na jaki kiedykolwiek wpadłem. Niczego nie żałuję.
OdpowiedzUsuń